Arrives by Wed, Oct 11 Buy Elity Balochów w Iranie : Demografia, kultura i polityka (1979-2019) (Paperback) at Walmart.com Chiński gigant naftowy Sinopec negocjuje z Irańczykami eksploatację pola naftowego Jadawaran, w zachodnim Iranie w ramach kontraktu o wartości 3 mld dol. Chiny, będące największym obecnie importerem irańskiej ropy, chcą na swoich warunkach w pół roku podwoić wydajność tego pola. Tłumaczenia w kontekście hasła "w iranie" z polskiego na angielski od Reverso Context: praw człowieka w iranie Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Zamiast marnych dwóch, trzech zachodnich banknotów, dostaniecie cały gruby plik szeleszczącej gotówki. Nieformalną denominację wprowadzili w handlu Irańczycy wymyślając dodatkową jednostkę – tomany. Oficjalną walutą w Iranie jest rial, ceny jednak często podawane są właśnie w tomanach (1 toman = 10 riali). Akumulacja brutto w 2019 r. w porównaniu z rokiem poprzednim wzrosła realnie o 3,0%, w tym nakłady brutto na środki trwałe wzrosły o 7,8% (w 2018 r. wzrost odpowiednio o 10,1% oraz o 8,9%). Stopa inwestycji w gospodarce narodowej (relacja nakładów brutto na środki trwałe do produktu krajowego brutto w cenach bieżących) w 2019 r Z pełną świadomością mogę natomiast stwierdzić, że region, który odwiedziliśmy jest całkowicie bezpieczny. Co więcej, Iran jest jednym z najłatwiejszych krajów do podróżowania, a tak otwartych i pomocnych ludzi nie spotkałem do tej pory nigdzie. Więc o polityce i służbach specjalnych niech opowiadają inni. UzwLFQ1. Dzisiaj krótki tekst, bardzo bieżący czyli znane powiedzonko “kupuj plotki, sprzedawaj fakty” w kontekście konkretnych wydarzeń. Nie muszę ukrywać, że chodzi o kwestię amerykańskich nalotów, w których zginął między innymi generał Ghasem Solejmani (قاسم سلیمانی). Tło wydarzeń Nie będę zbyt dużo rozpisywać tutaj tła wydarzeń, bo powstałby wpis na dobre dwa tysiące słów. W skrócie to 31 grudnia tłum w Bagdadzie wkroczył do “Zielonej Strefy” i zaatakował amerykańską ambasadę, zdobywając jeden z budynków ambasady, a resztę obrzucając koktajlami Mołotowa. Co prawda wszyscy podkreślają brak broni palnej, ale żeby sobie wyobrazić jak taki atak mógł wyglądać, możemy sięgnąć do fabularnego filmu “Regulamin zabijania” z 2000 roku. Tam na początku mamy scenę z ataku na amerykańską ambasadę w Jemenie. Po ataku na bagdadzką ambasadę, Donald Trump wydał decyzję o amerykańskim nalocie, w którym zginął generał-major Ghasem Solejmani, jeden z najważniejszych dowódców wojskowych w Iranie, żołnierz zasłużony w walkach z Państwem Islamskim, ale również osoba bezpośrednio wspierająca syryjskiego prezydenta Baszszara al-Asada, organizująca zamachy terrorystyczne i szkoląca bojowników takich organizacji jak Hezbollah czy Hamas. Skutki ataku czyli kupuj plotki… Te najlepiej widać na wykresie ropy naftowej: ropa Brent interwał D1; źródło: Reuters Eikon Pierwsza od prawej świeczka to świeczka tworząca się 3 stycznia 2020, zapisana około godziny 14:00. Skrajnie po lewej, najwyższa świeczka to wrześniowe (2019) ataki na rafinerie w Arabii Saudyjskiej. Co widzimy na tym wykresie? Nie śmierć generała – a zapowiedź odwetu. Tak właśnie, realizacja pierwszej części powiedzenia czyli “kupuj plotki” o eskalacji napięć w Zatoce Perskiej. Na moment tworzenia tego wpisu nie znamy planów czy zapowiedzi Iranu dotyczących zemsty za śmierć generała Solejmania – czyli właśnie typowe “kupowanie plotek” przez inwestorów. Świeczka z ataku na Arabię Saudyjską pokazałem z premedytacją, by można było ocenić, że zakres obaw jest znacznie mniejszy teraz niż wtedy. Dlaczego? Otóż atak na rafinerię odpowiadającą za 5% światowej produkcji był w tym momencie faktem, a plotki mówiły nawet o 6 miesiącach ograniczenia produkcji. Kolejne godziny przynosiły informacje, że problemy potrwają znacznie krócej, stąd ten “zjazd” ceny. W aktualnej sytuacji Iran ma szeroki wachlarz możliwości odpowiedzi na zabicie swojego generała, a tak naprawdę tylko dwie z nich będą skutkować “problemami” dla ropy. Wśród możliwych opcji mamy: Zamachy terrorystyczne na USA i jego sojuszników przeprowadzane przez organizacje korzystające z finansowania Iranu czyli Hamas, Hezbollah czy Huti; Zabójstwa amerykańskich polityków i wojskowych przez Iran bezpośrednio; Atak na instalacje naftowe sojuszników USA w regionie (zwłaszcza w Arabii Saudyjskiej); Działania zaczepne przeciwko Izraelowi; Atak na amerykańską flotę w Zatoce Perskiej; Zablokowanie cieśniny Ormuz (przepływa tamtędy 20-25% światowej produkcji ropy). Jak się pewnie domyślacie, jedynie 3. i 6. punkt bezpośrednio wpłyną na ceny ropy. Choć w przypadku bezpośredniego ostrzelania amerykańskiej floty może dojść do nowej wojny w Zatoce, więc to też jest czynnik wpływający na ropę, ale bądźmy realistami – jest to najmniej prawdopodobny scenariusz. Podobnie mało prawdopodobny wydaje się scenariusz “ruszania” Izraela – który dotychczas pozostawał poza tym eskalowanym przez Donalda Trumpa konfliktem. To punkty 1., 3. i 6. są najbardziej prawdopodobne w realizacji i to właśnie zostało “kupione” w cenach ropy w pierwszej połowie 3 stycznia 2020 roku. A jak będzie dalej? Ja tego jeszcze nie wiem, ale jak tylko się dowiem, to dam znać! Chcesz wiedzieć więcej? Więcej na temat zarówno aktualnej sytuacji w Zatoce Perskiej jak i ogólnym “kupowaniu plotek i sprzedawaniu faktów” będę mówił podczas webinaru CAPITALne rynki w środę, 8 stycznia 2020 o godzinie 11:00. Nagranie z webinaru zostanie udostępnione później dla osób zarejestrowanych, więc zachęcam do rejestracji pod tym linkiem. PodsumowanieTytuł:kupuj plotki, sprzedawaj fakty - sytuacja w Iranie 3 stycznia 2020Opis:przykład realizacji rynkowego "kupuj plotki, sprzedawaj fakty" na przykładzie rynku ropy w dniu 3 stycznia 2020 po amerykańskim nalocie, w którym zginął generał Ghasem SolejmaniAutor: Wydawca:Prywatny INV€$TOR Logo: Translate / PrzetłumaczZostań stałym czytelnikiem Wpisz swój adres email i ciesz się nowymi treściami Join 15 267 other subscribers Email Address Archiwum Archiwum Śledź Wojażera Facebook Instagram Nie ciągną tu jeszcze tysiące turystów, ale niedługo pewnie się to zmieni, warto więc już teraz zaplanować podróż do Iranu. I ran stopniowo otwiera się na świat i coraz więcej osób przekonuje się, że nie trzeba się bać podróży do tego kraju. Dodatkowo zachęcają też ceny. Szczególnie tani jest transport na miejscu, co wynika z niskich cen paliwa. A odległości do pokonywania są duże – Iran ma powierzchnię pięciokrotnie większą od Polski. Kto wybiera się tam po raz pierwszy, zwykle zwiedza tereny między Teheranem a Szirazem i Jazdem. Ja mogłam sobie pozwolić na więcej – odwiedziłam także Meszhed, wyspę Keszm nad Zatoką Perską oraz Bandar Anzali nad Morzem Kaspijskim. To dlatego, że miałam czas – aż trzy tygodnie – i kilka sposobów na oszczędności w podróży. Nie leć z Polski Największym wydatkiem w wyprawie jest bilet lotniczy do Iranu. Ceny przelotów z Polski oscylują wokół 2 tys. zł. Tyle nie zamierzałam wydać. Zdarzają się promocje, np. Aegean Airlines czy Ukraine International Airlines, ale i tak rzadko wychodzi mniej niż 1,5 tys. zł. Można jednak obniżyć koszty, wyruszając z Berlina, Pragi albo Lwowa – latają stamtąd tureckie linie Pegasus, którymi do Teheranu (i z powrotem) dostaniemy się nawet za 800 zł. Jeszcze taniej można lecieć, zostając członkiem Pegasus Plus. To furtka do ofert specjalnych – mnie się udało trafić na 30-procentową obniżkę ceny biletu. Kolejny spory koszt to noclegi. Przed wyjazdem zaopatrzyłam się w przewodnik pewnego znanego amerykańskiego wydawnictwa. Przyjemną niespodzianką było to, że hotele w nim polecane utrzymywały opisane ceny i standard, poza tym nie były oblężone przez turystów. Bez problemu znajdowałam pokoje jednoosobowe za 40–60 tys. tomanów, czyli 50–75 zł. Ale często wcale nie musiałam się martwić, gdzie spędzę noc. Na każdym kroku proponowano mi noclegi i posiłki. Raz podczas jazdy pociągiem z Jazdu do Bandar Abbas poznałam dziewczynę, która na koniec podróży zaoferowała mi nocowanie u siebie. Innym razem chłopak napotkany przed meczetem w Isfahanie zapraszał mnie do swojej rodziny. Ale nie wyobrażam sobie, że ktoś miałby liczyć wyłącznie na noclegi u poznanych po drodze Irańczyków albo wręcz wpraszałby się do kogoś na noc, bo to już jest żerowanie na czyjejś życzliwości. Ale jeśli inicjatywa wychodzi od Irańczyków, nie musimy mieć obaw, że nadużywamy ich uprzejmości. Oni naprawdę są ciekawi świata i chętnie goszczą obcokrajowców. Tak jak oni byli ciekawi mnie, tak ja byłam ciekawa ich życia. Najlepiej poznaje się ludzi w ich własnym domu, a „domówki” to w Iranie podstawa rozrywki. Na imprezy zapraszały mnie osoby poznane na ulicy czy w sklepach, a raz ubrana w czador kobieta, z którą rozmawiałam przed meczetem, okazała się nie konserwatystką, tylko ciekawą świata nowoczesną studentką. Zwykle wizyta w domach zaczynała się od słów domowników „czuj się swobodnie i zdejmij chustę”, po czym gospodarze włączali zakazane MTV, nakrywali rozłożony na dywanie obrus, częstowali sziszą (po persku qalyan), oferowali alkohol i zaczynała się zabawa albo wielogodzinne rozmowy. Raport o stanie floty Czasami chciałam zaoszczędzić na noclegu, a szkoda mi było dnia na przejazdy między głównymi miastami. Wtedy wsiadałam w nocny autobus albo pociąg. Bilety kosztowały nieadekwatnie mało w stosunku do pokonywanej odległości i komfortu podróżowania. Na długich trasach, np. Meszhed–Jazd (jechałam całą noc), Sziraz–Isfahan czy Isfahan–Teheran (jakieś 6–7 godzin), płaciłam 18–28 tys. tomanów, czyli około 22–34 zł. Zaskoczyły mnie zwłaszcza autobusy – szybkie, wygodne, z szerokimi rozkładanymi siedzeniami i ciastkami serwowanymi na pokładzie. Latałam też samolotami. Bilety kupi się tylko na miejscu w biurach podróży. Ceny są ustalane odgórnie i w zależności od trasy wynoszą 30–60 dol. Zaniepokoił mnie jednak stan floty (leciałam na trasach: Raszt–Meszhed i Bandar Abbas–Sziraz). Oczywiście zawsze docierałam do celu, ale samoloty Iran Air są dość wiekowe, a kraj ma kłopoty z dostępem do części zamiennych. Bajecznie tania, a przy tym niezła jest komunikacja miejska. Za jeden przejazd autobusem czy metrem płaciłam 5–10 tys. tomanów, czyli koło złotówki! W Teheranie najchętniej wsiadałam właśnie w metro – unikałam korków i sprawnie docierałam do atrakcji turystycznych. Taksówki też nie są drogie, szczególnie na dłuższe dystanse, o ile potrafimy się dobrze targować. Istnieje jednak pewien problem – każde auto osobowe jest potencjalną taksówką. Spotkałam turystów, którzy zatrzymali samochód, licząc na autostop, a potem musieli zapłacić za przejazd. Lepiej więc za każdym razem pytać o cenę, zanim się wsiądzie. Atrakcje na bazarze Życie w Iranie toczy się na bazarze. Najciekawsze targowiska to Wielki Bazar w Isfahanie, który uchodzi za główne centrum zakupowe dla turystów, i Bazar Vakil w Szirazie. Tam kupimy wszystko. Miejscowi bezbłędnie prowadzą do rewirów z dywanami, pamiątkami, tekstyliami, przyprawami czy artykułami gospodarstwa domowego, ale ich pomoc i rady mogą mieć swoją cenę, więc lepiej uważać. Zakupy często odbywają się przy szklance herbaty i niespiesznej, niezobowiązującej rozmowie na różne tematy. Ja zdecydowałam się na kupno dywanu. Przy okazji od sprzedawców dużo dowiedziałam się o odwiedzanych przeze mnie miejscach. Ciekawym momentem było uiszczenie opłaty za dywan. W Iranie nie można płacić europejskimi kartami płatniczymi ani kredytowymi, ale przedsiębiorcy omijają ten zakaz. Za dywan zapłaciłam kartą kredytową, a transakcja odbyła się przez telefon i została zrealizowana w... Dubaju. Umiejętność targowania się, przydatna na bazarach i w taksówkach, nie zda się w przypadku wstępów do atrakcji turystycznych. Obcokrajowcy płacą 10 razy więcej niż Irańczycy. Jedyne, co można zrobić, to przemyśleć, co chcemy zobaczyć. Na przykład w Szirazie wstępy do ogrodów to koszt 10–20 tys. tomanów (12–25 zł). Byłam w kilku ogrodach i choć są one piękne, to jednak dość do siebie podobne. Jak ma się ograniczone zasoby gotówki, można z któregoś zrezygnować. RACHUNEK Trzy tygodnie w Iranie = ok. 2050 zł Nocleg = 850 zł Noce spędzałam w hotelach i hostelach oraz u irańskich rodzin. Jedzenie = 500 zł Żywiłam się głównie w knajpkach i ulicznych barach, często podkarmiali mnie też miejscowi – na piknikach, w domu czy w kuchni na zapleczu sklepu z dywanami. Transport = 700 zł Korzystałam z autobusów, pociągów, promu, taksówek i samolotu. Tekst: Regina Skibińska - Jak wyjaśnić te wzrosty? Nie jest to sprawa luzowania ilościowego, ani boom napędzany algorytmami, ale efekt staromodnego wzrostu zysków spółek giełdowych. Mediana tych wzrostów w pierwszym kwartale wyniosła 120 proc. licząc rok do roku, a w drugim aż 130 proc. - mówi Maciej Wojtal, założyciel i szef inwestycji (CIO) Amtelon Capital, jednego z pierwszych w świecie zachodu funduszy inwestujących na giełdzie w Teheranie. Giełda w Iranie Fot.: Materiały zewnętrzne A początek roku nie wyglądał optymistycznie. Po ubiegłorocznym przywróceniu sankcji handlowych przez Donalda Trumpa, który zerwał porozumienie atomowe wypracowane przez Baracka Obamę, giełda zaczęła szybko iść w dół. Także nowy rok zaczęła od nurkowanie do niemal 20 proc. W biznesie trwało szukanie nowych możliwości sprzedaży zagranicznej bez udziału zachodnich instytucji finansowych i logistycznych. Irańczycy zaczęli odbudowywać eksport przy wsparciu własnych firm. Dla utrzymania klientów z takich krajów jak Chiny czy Indie trzeba trzeba było jednak też spuścić nieco z ceny. Jako remedium na tak niekorzystny obrót spraw bank centralny zdecydował się więc na dewaluację riala - jednego sierpniowego dnia ubiegłego roku kurs Euro właściwie się podwoił. To wzmocniło eksporterów, ale pognębiło firmy, które importowały towary oraz materiały do produkcji. Koszty skoczyły, co napędziło też inflację, która w kwietniu tego roku przebiła 50 proc. Maciej Wojtal z Amtelonu już w styczniu uspokajał jednak, że to nie pierwszy taki wstrząs dla Iranu. Poprzedni okres nawet jeszcze większej dewaluacji Riala, który miał miejsce w 2012 roku, wręcz nakręcił wiele firm, a zyski rosły jeszcze bardziej niż przychody - tak było w branży kosmetycznej gdzie w dwa lata przychody wzrosły czterokrotnie, a zyski siedmiokrotnie. Wiązało się to z tym, że skok cen produktów importowanych spowodował, iż nie wytrzymały one konkurencji z wyrobami miejscowymi. Rzeczywiście, każdy kto odwiedzi wyjątkowo rzadką, nawet w Teheranie, instytucję jaką jest supermarket zauważy półki obłożone ogromną ilości rodzimych produktów, które starają się naśladować to co robią największe globalne koncerny. Podobny schemat występuje w wielu segmentach rynku: np. producenci opon, w jednej chwili, cenowo zaczęli bić na głowę nawet Chińczyków. Ostatecznie osłabienie Riala bardzo silnie wzmacnia też eksporterów, zwłaszcza tych którzy nie znaleźli się na amerykańskiej liście sektorów obłożonych embargiem, takich jak producenci żywności czy farmaceutyków. Taki scenariusz zaczął się także powtarzać w tym roku. Do góry wystrzeliły spółki z bardzo różnych branż, poczynając od górnictwa, przemysłu papierniczy, kosmetycznego, które już w pierwszym kwartale pokazały, że w ciągu roku były w stanie podwoić biznes. Są też rzecz jasna wielcy przegrani jak producenci, aut którzy bazują na surowcach importowanych. Niemniej tylko w pierwszym kwartale średnio sprzedaż spółek giełdowych wzrosła o 21 proc., a zyski o 34 proc., co potwierdziło regułę iż w takich sytuacjach znacząco wzrasta dochodowość firm. Giełda w Iranie Fot.: źródła zewnętrzne Inwestorzy symptomy poprawy wyczuli znacznie wcześniej i odbicie na giełdzie przyszło już pod koniec stycznia. Od tego czasu zaczął się niemal nieprzerwany rajd w górę, który we wrześniu rynek kapitałowy doprowadził do poziomu o 73,5 proc. wyższego od tego z początku roku (licząc w dolarach). Teherańska giełda pokazał więc swoją siłę, dlatego że bardzo niewielkim stopniu bazuje na spółka paliwowych, czy nawet szerzej surowcowych, najbardziej dotkniętych przez sankcje. Nawet dla całego Iranu jest to w gruncie rzeczy niewielki wycinek gospodarki, który odpowiada zaledwie za 15 proc. PKB (zdecydowana większość bo 53 proc. to usługi, 23 proc. przemysł, a 9 proc. rolnictwo). Na giełdzie wygląda to jeszcze słabiej. Cały przemysł petrochemiczny to ledwie 6 proc. kapitalizacji, co oznacza że plasuje się gdzieś między telekomunikacją (8 proc.), a farmacją (4 proc.) Brak silnej reprezentacji branży paliwowej nie umniejsza przy tym skali irańskiego rynku kapitałowego. Na teherańskiej giełdzie notowanych jest już 600 firm o łącznej kapitalizacji 110 mld dolarów i dziennych obrotach na poziomie 140 mln dolarów Dla porównania 410 polskich spółek notowanych na GPW ma 141 mld dolarów, a dziennie obraca się tu papierami za 191 mln dolarów. No, a potencjał na przeskoczenie Warszawy Teheran ma bardzo duży. Dziś średni wskaźnik P/E dla spółek notowanych na polskiej giełdzie to 11,5, podczas gdy w Teheranie mimo gwałtownych wzrostów pod koniec sierpnia utrzymywał się na poziomie 6,2 (podobny poziom notowany był w styczniu - dane CEIC Data). Widać więc, że na irańskiej giełdzie po prostu wciąż jest bardzo tanio i to właśnie podstawowy powód dla którego rynek ma za sobą tak bajeczny wzrost. Cena ropy rośnie po zabójstwie irańskiego generała 3 stycznia 2020, 9:45. 3 min czytania Ceny ropy rosły o ok. 4 proc. w piątek po zabójstwie generała Kasema Sulejmaniego, uważanego za jedną z najbardziej wpływowych osób w Iranie. Do śmierci wojskowego przyznają się USA w ramach nalotów na cele związane z milicją Kataib Hezbollah w Iraku, co budzi poważne obawy o eskalację konfliktu na linii Iran-Stany Zjednoczone oraz w efekcie może powodować zaburzenia w dostawach na rynku ropy. Cena ropy Brent rosła o ok. 4 proc. po informacji o śmierci generała Kasema Sulejmaniego. Drożała również ropa WTI | Foto: File Photo / Forum Polska Agencja Fotografów USA dokonały nalotu na obiekty w Iraku, w których zginął irański generał Kasem Sulejmani Jeśli Iran dokona odwetu, może się to odbić na rynku ropy Rynek spodziewa się nawet ataków na rafinerie lub tankowce sojuszników USA na Bliskim Wschodzie Generał Kasem Sulejmani został zabity przez siły USA, które dokonały nalotu na obiekty w Bagdadzie w Iraku. Biały Dom potwierdził, iż ataku dokonano na polecenie Donalda Trumpa. Prezydent USA nie skomentował tego osobiście, jedynie zamieścił na Twitterze zdjęcie amerykańskiej flagi. Gen. Sulejmani był jednym z najbardziej wpływowych polityków i wojskowych w Iranie oraz na Bliskim Wschodzie. Od 1997 r. był dowódcą Al-Kuds - specjalnych sił ekspedycyjnych irańskich Strażników Rewolucji. Odpowiadał za tajne operacje Iranu za granicą, zaangażowany był w konflikty zbrojne w Syrii i Iraku. Według "New York Times" jego pozycja była unikatowa o tyle, że nie tylko stał na czele irańskiego wywiadu, ale był też niezależnym wojskowym. W irańskich mediach określano go mianem "generał cień", był jednym z najbardziej znanych przywódców politycznych w tym kraju. Według "NYT" pojawiały się spekulacje, iż Sulejmani może kandydować na stanowisko prezydenta Iranu, choć on sam twierdził, że jest "skromnym żołnierzem" i nie ma takich ambicji. Cena ropy po zabiciu gen. Sulejmaniego przez USA Ropa brent po informacjach o śmierci gen. Sulejmaniego podrożała o ok. 3 dolary, do 69,16 dol. za baryłkę, a obecnie utrzymuje się na poziomie 68-69 dol. Była to najwyższa cena od 17 września, co jasno pokazuje, że rynki obawiają się odwetu Iranu wobec USA i jego sojuszników z Bliskiego Wschodu. Czytaj także w BUSINESS INSIDER Również cena ropy US WTI (West Texas Intermediate) rosła, o ok. 3 proc., do 62,94 dol. za baryłkę; chwilami dotykając ceny 63,8 dol. - najwyższej od 1 maja 2019 r. Cała sytuacja, szczególnie w przypadku irańskiego odwetu, może mieć spore konsekwencje dla rynku ropy i szerzej sytuacji międzynarodowej. Według Johna Tirmana, dyrektora Centrum Badań Międzynarodowych w MIT, Iran zaś "na pewno odpowie w jakiś sposób". "Nie skonfrontują się z USA bezpośrednio, ale być może ponownie zaatakują saudyjskie rafinerie lub transportowce" - stwierdził Tirman w rozmowie z Al Jazeerą. Według Tirmana, Iran na pewno odpowie na atak USA, uderzając w "aktywa USA lub aktywa sojuszników w regionie". Przypomnijmy, że we wrześniu rebeliancka grupa Huti, wspierana przez Iran, zaatakowała rafinerię Saudi Aramco w Arabii Saudyjskiej, co miało niebagatelne skutki dla rynku ropy. Po tym incydencie USA nałożyły kolejne sankcje na Iran. Obecnie trudno jednak przewidzieć skutki całej sytuacji dla rynku ropy. Według dr Malcolma Davisa, analityka z Australijskiego Instytutu Polityki Strategicznej, Iran prawdopodobnie dokona odwetu "asymetrycznego", np. atakując obiekty związane z dostawami ropy w Zatoce Perskiej. Iran i Irak są jednymi z największych producentów ropy na świecie, razem w grudniu produkowały ok. 6,7 mln baryłek ropy dziennie, co odpowiada za ok. 1/5 produkcji krajów OPEC. Dla porównania, Arabia Saudyjska - według własnych deklaracji - może produkować jej ok. 12 mln baryłek dziennie. W lipcu 2019 r. powstało tak zwane porozumienie OPEC+, czyli współpraca niezrzeszonych producentów ropy - w tym Rosji - z krajami-członkami OPEC, wśród których znajduje się Iran, Irak i Arabia Saudyjska. Porozumienie powstało, by powstrzymać drastycznie spadające ceny ropy, które jeszcze w 2014 r. oscylowały wokół 100 dolarów za baryłkę. W tym kontekście działania odwetowe Iranu wobec USA lub sojuszników Stanów Zjednoczonych - szczególnie Arabii Saudyjskiej - mogą okazać się kluczowe dla rynku ropy, chociaż trudno obecnie prognozować konkretne wydarzenia lub skutki. Jak jednak widać, eskalacja konfliktu na linii Iran-USA przynajmniej krótkookresowo powoduje wzrosty cen ropy. Zobacz też: Ropa naftowa rozpoczyna 2020 rok wzrostem cen Napięcia na linii Iran-USA pogłębiają się po zabiciu generała Kasema Sulejmaniego Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei potępił amerykański atak. Podkreślił, że "surowa zemsta" dotknie ludzi odpowiedzialnych za śmierć gen. Sulejmaniego. Zapowiedział też, że "dżihad oporu będzie prowadzony od teraz z podwójną determinacją". Przypomnijmy, że w 2018 roku USA wycofały się z międzynarodowego porozumienia nuklearnego z Iranem i wprowadziły sankcje na eksport irańskiej ropy naftowej i sprzedaż do Iranu materiałów niezbędnych w realizacji programu nuklearnego. Od tamtego czasu napięcie między Waszyngtonem a Teheranem stale rośnie. USA chcą surowymi sankcjami i polityką „maksymalnej presji” wymusić na Iranie zgodę na nową umowę nuklearną oraz rezygnację ze wspierania grup terrorystycznych na Bliskim Wschodzie. W czerwcu 2019 r. prezydent USA Donald Trump ogłosił restrykcje, które objęły najwyższego duchowo-politycznego przywódcę Iranu ajatollaha Alego Chameneia. Nastąpiło to w reakcji na zestrzelenie amerykańskiego drona w rejonie Zatoki Perskiej, o co USA oskarżyły Teheran. W listopadzie 2019 r. USA nałożyły kolejne sankcje na Iran. WARTO WIEDZIEĆ:

ceny w iranie 2019